Muzyka niepostrzeżenie stała się czwartym medium, obok telewizji, radia i
prasy. Towarzyszy nam wszędzie: w sklepach, restauracjach, na ulicy, w
autobusie. Każdą chwilę wypełnia się człowiekowi muzyką, nawet
gdy czeka na połączenie telefoniczne, czy otwiera kartkę z życzeniami.
Od niemal pierwszych chwil życia skazuje się niemowlę na jej słuchanie. I tak
będzie już przez całe życie człowieka.
O jej wpływie na ludzki organizm mówi się mało, choć jest on niewątpliwie
ogromny. Wiedzą o tym właściciele barów szybkiej obsługi. W ciągu dnia serwują
swoim klientom bardzo szybką muzykę. Wtedy szybciej spożywa się posiłek, robiąc
miejsce innym. Dopiero wieczorem muzyka spowalnia tempo. Goście mogą, czy
raczej pozwala się im, dłużej siedzieć przy posiłku.
Jako środek przekazu muzyka może nieść każdą informację, w zależności od tego,
kto tym medium dysponuje. Nie jest dziś żadną tajemnicą, że idee satanistyczne
rozprzestrzeniają się głównie poprzez ostrą muzykę. Niezależnie, czy intencją
wykonawców jest tylko zdobycie popularności czy świadome szerzenie idei zła.
Kard. J. Ratzinger powiedział, że "obecnie coraz
liczniejsze są przejawy satanizmu w muzyce, a z jego niebezpiecznego wpływu nie
wszyscy zdają sobie sprawę". Jeden z liderów grupy haevymetalowej powiedział: "Muzyką możemy
zahipnotyzować ludzi, a kiedy dojdą do punktu najbardziej podatnego, możemy
głosić ich podświadomości co chcemy". Wielu współczesnych wykonawców
otwarcie głosi nienawiść i zło. Wystarczy przeanalizować słowa piosenek, które
często młodzież zna w całości na pamięć. Również po angielsku, nie znając w
ogóle tego języka.
Muzyka wpływa na cały ustrój człowieka ze względu na psychosomatyczną jedność
ludzkiego organizmu. Nie można oddzielić sfery duchowej człowieka od jego
cielesności. One się przenikają, wpływają na siebie, są ze sobą powiązane.
Prof. Marco Todoschini stwierdził, że słuchanie
muzyki uruchamia miliardy komórek mózgowych, które reagują w sposób zależny od
tego, czego się słucha. Muzyką można leczyć różnego rodzaju schorzenia.
Muzykoterapia pomaga m.in. w rehabilitacji kardiologicznej, stosuje się ją
podczas operacji, zwłaszcza przy znieczuleniu miejscowym. Niektórzy
stomatolodzy zakładają wystraszonym pacjentom słuchawki na uszy, by nie myśleć
lub raczej nie słyszeć świszczącego wiertła. W niewłaściwych rękach muzyka
zamiast lekarstwa staje się trucizną. Może wywołać agresję, bunt, prowokować do
zachowań nagannych. Znany muzykoterapeuta Khleslo
stwierdził, iż pod wpływem hałasu ludzie znajdują się w stanie jakby dziwnej
narkozy, powodującej zamęt w psychice słuchającego. Spotęgowanie tego zamętu
częstym słuchanie agresywnej muzyki może zachwiać równowagę wewnętrzną, aż do
przekroczenia granicy nieodwracalnych skutków. Efektem końcowym takiego stanu
jest brak właściwej oceny rzeczywistości, zatarcie granicy pomiędzy dobrem a
złem, uległość sugestiom innych, osłabienie woli. Słuchacz ostrego rocka
wyobcowuje się z środowiska w którym żył i wychowywał
się. Zamyka się w swoim świecie. Szuka innych, którzy podobnie myślą i czują.
Dlatego rockowe koncerty gromadzą tłumy młodzieży, których jednoczy niejako
"filozofia metalu". Tylko tam czują się jak swoi wśród swoich. Kard.
J. Ratzinger stwierdził, że "ten rodzaj muzyki
(chodzi o haevy metal - przyp. autora) niszczy
indywidualizm i osobowość - człowiek uwalnia się od swojego świadomego
jestestwa. Muzyka staje się przeżyciem ekstatycznym, uwolnieniem od samego
siebie. Takie uwolnienie nie różni się niczym innym od narkomanii i jest
całkowicie sprzeczne z wiarą w zbawienie chrześcijańskie". Skutkiem może
być tylko rozpad duchowy istoty ludzkiej.
O kryzysie duchowym młodego pokolenia świadczą ostatnie wydarzenia. Jeśli dodać
do tego wszystkie zabójstwa i gwałty, rozboje i bandyckie napady, dokonywane
przez młodocianych przestępców, to rzeczywistość może budzić uzasadniony
niepokój. Niepokój powinny budzić przede wszystkim niebotyczne nakłady
agresywnej muzyki, którą karmi się bez umiaru młode pokolenie. Płyty i kasety
rozchodzą się w milionowych nakładach, a efekty widzimy na co
dzień. Pomija się milczeniem destrukcyjny wpływ muzyki metalowej na psychikę
młodzieży, boleje się natomiast nad skutkami duchowego okaleczenia. Czy nie
jest to hipokryzja?
Ks. Waldemar Packner